Posted in Macierzyństwo

Matka, która KPI

Matka, która KPI Posted on 04.07.1727 komentarzy

Urodzenie dziecka i karmienie piersią wydaje się niemal dla każdej kobiety czymś normalnym i oczywistym. Tak po prostu jest. Kobieta rodzi i potem karmi dziecko piersią. Dla nas jest to normalne, tak nas stworzyła natura. Kobieta nie karmiąca piersią dla większości społeczeństwa jest matką nieodpowiedzialną. A matka, która KPI (karmienie piersią inaczej) dziwnym zjawiskiem.

Nigdy nie zrozumiem zjawiska przekrzykiwania się kto jest lepszą matką. Najgorzej jest chyba na forach internetowych, gdzie matki lubią dopiec innym, zwłaszcza tym nie karmiącym piersią. Ta nagonka na szkodliwość mleka modyfikowanego jest straszna. To jest temat, który od razu skłóca matki ze sobą i rozpętuje wojnę pomiędzy nimi. Wojnę o, to która jest lepsza, idealna. Od razu pojawiają się miliony argumentów, dla których matka KP (karmi piersią) jest lepsza od matki nie karmiącej. Tak naprawdę młoda matka, której brak doświadczenia, pewności siebie i z burzą hormonów w pierwszych dniach po porodzie, może łatwo wpaść w depresję. O wyrzuty sumienia, że robi krzywdę własnemu dziecku jest naprawdę nietrudno.

Ja nikogo nie oceniam i oceniać nie będę. Daleko mi do autorytetu i eksperta w tej dziedzinie. Każda matka robi tak jak uważa. Ja tylko przekazuje moje własne doświadczenie oparte na emocjach i życiu.

Poznajcie moją historię KP i KPI

Nie wiem jak to nazwać, jak to opisać. Dla mnie karmienie piersią nie było tak oczywiste jak dla 99% kobiet. Karmienie piersią budziło we mnie lęk. Wiem tyle, że siedziało to u mnie bardzo głęboko w mojej głowie i psychice.

Kiedy urodziłam mojego Bąbelka byłam szczęśliwa, w moim ciele buzowała burza endorfin. Kiedy pielęgniarka pomogła mi przystawić Bąbelka do piersi zgodziłam się na to. Mimo wewnętrznego lęku podjęłam wyzwanie. Wiele kobiet opisuje ten moment jak coś cudownego, ja niestety nic cudownego w tym nie widziałam.

Bąbelek przyssała się i od razu zasnęła. Jedyne co było piękne w tym momencie dla mnie, to leżące obok moje wyczekane dziecko. W końcu tak bardzo pragnęłam mieć je już przy sobie obok i czuć jego ciepło.

Oprócz tego czułam niesamowity ból! Ból, który był porównywalny do bólu porodowego (rodziłam bez ZZO). Ból który paraliżował, nie pozwalał oddychać.  Teraz z czasem mogę śmiało powiedzieć, że ból był większy niż ten, który czułam przy porodzie.

Mimo to, z płaczem, z bólem nie pozwalającym oddychać, podejmowałam kolejne próby KP. A Bąbelek co?
Bąbelek zawsze zasypiała i tak sobie spała wtulona we mnie. Jeść prawie nic nie jadała, bo po 2-3 minutach spała.

Już w szpitalu poszedł w ruch laktator. W tym momencie jeszcze nie wiedziałam, że stałam się matką, która KPI.
Aby wspomóc laktację, wywołać ją pompowałam z zegarkiem w ręku co 2,5 godziny. W dzień i w nocy każdy mililitr mojego mleka był na wagę złota dla chorego dziecka. Oczy trzymały mi się na zapałkach, ale pompowałam.

Pompowałam też po powrocie do domu. Żyłam według godzin odciągania mleka. I tak w kółko co 3 godziny przez 24 godziny na dobę. Do tego jeszcze mycie i sterylizacja butelek. No i oczywiście laktatora.

NUK First Choice Plus test butelki antykolkowej

Nawał mleczny? Nie wiem co to jest. W najlepszym czasie odciągałam 300-400 ml mleka na dobę. Siedziałam i słuchałam tego warkotu laktatora, im częściej ściągałam tym mniej mleka było. Zamiast cieszyć się czasem spędzanym z dzieckiem ja jak w mantre gapiłam się na krople mleka spływające do butelki. Był czas, że nawet je liczyłam.

Ogromnym wsparciem okazały się dziewczyny z grupy FB Randkujace z laktatorem Karmienie Piersią Inaczej –  OFFTOPOWO. Naprawdę dziewczyny wiedzą co mówią, znają się na rzeczy. Poczułam ich ogromne wsparcie, korzystałam z cennych rad, które niestety na mnie nie działały.

Moja przygoda z latatorem trwała cztery miesiące. Gdy pewnego dnia siedziałam z laktatorem godzinę i już słabo mi się robiło od tego dźwięku, a w pojemnikach mleka nie przybywało – 10 ml, poddałam się. Moja psychika tego po prostu już nie wytrzymywała. To był mój ostatni dzień KPI.

Przez ten czas dałam mojemu dziecku to co najcenniejsze, tyle ile mogłam.

Czy żałuję że dałam radę tylko (albo aż) cztery miesiące?

Przecież inne dziewczyny KPI nawet rok i dwa. Podziwiam je za upór i za tę walkę. Ja nie dałam rady, czasem pojawia się myśl, że może za słabo się starałam.

Jednak teraz wiem, że dłużej nie dałabym rady, to wszystko zaczynało mnie przerażać. Odstawiając laktator poczułam ogromną ulgę. Ulgę psychiczną. Teraz wiem, że to była jedna z lepszych decyzji jaką mogłam podjąć w tamtym momencie mojego życia.

Teraz ten czas mogę poświęcić mojemu dziecku.

Mówią że poprzez karmienie butelką nie nawiązuje się więzi z dzieckiem. Obalam ten błędny mit!!!

Czas gdy karmimy się jest tylko nasz, to czas na przytulanki, na głaskanie po główce, na głębokie spojrzenia w oczy. To coś niesamowitego, że tak silną więź można zbudować z dzieckiem.

Gdybym miała wybór, to również bym zdecydowała się na długą i męczącą drogę KPI. Kto wie, może teraz bogatsza w doświadczenie i wiedzę, silniejsza emocjonalnie, dojrzalsza mentalnie dałabym radę dłużej KP.

Na te pytania nie odpowiem, bo nie znam odpowiedzi. Może los pozwoli mi ponownie dokonać tych ważnych decyzji.

Jeżeli borykasz się z takimi problemami jak ja, polecam zajrzenia na dwa blogi hafija i Mlekiem Mamy. Znajdziecie tam wiele przydatnych i rzetelnych informacji na temat KP, KPI i samej laktacji.

 

Nie oceniam nikogo, każdy wybór jest dobry. Najważniejsze aby dziecko było szczęśliwe i kochane.

Close