Nie noś bo przyzwyczaisz. Tak mogę zacząć ten wpis. Dlaczego? Gdy nie byłam jeszcze mamą należałam do grona właśnie osób, które tak uważały. Bo do noszenia dziecko się przyzwyczaja. Miałam własne teorie o macierzyństwie i wydawało mi się, że wiem bardzo dużo, choć mamą jeszcze nie byłam. Ale czy naprawdę moje myślenie było słuszne? Oczywiście życie jest najlepszym nauczycielem i to ono weryfikuje wszystko.

I tak było również w moim przypadku. Teraz mogę się tylko pośmiać z moich teorii. Gdy zostałam mamą, zrozumiałam jak ważna dla dziecka i mamy jest bliskość. A gdy zostałam podwójną mamą, przekonałam się co to znaczy nosić dziecko. I powiem Wam tyle, że będę nosić póki będą tego potrzebowały.

Noszę, przytulam, całuję

Nigdy bym nie powiedziała, że noszenie i przytulanie sprawią mi tyle radości i przyjemności. Gdy urodziła się moja pierwsza córka mogłam patrzeć na nią godzinami, a stwierdzenie nie noś bo przyzwyczaisz zaczynało działać mi na nerwy. Powiem Wam, że trafiło mi się naprawdę wspaniałe dziecko. Wystarczyło, że byłam przy niej i to jej wystarczało.

Była jedna, mogłam jej poświęcić czas, więc przytulałam, całowałam tyle ile się dało. Nosić? Tutaj tego często nie robiłam, mała po prostu nie lubiła być zbyt często noszona, a gdy pierwszy raz wsadziłam ją do chusty to była walka na śmierć i życie. Bo inaczej niemożna tego nazwać.

Inaczej jest teraz, gdy jestem podwójną mamą dzieci rok po roku. Chusta daje mi możliwość zabawy z dwulatką – możemy bawić się, tańczyć razem z malutką. Nie wiadomo kiedy mały kurczaczek zasypia wtulona w mamę. Dzięki temu jestem w stanie lepiej podzielić uwagę pomiędzy córki. Bo przecież każda jest mała i potrzebuje bliskości, zainteresowania i uwagi mamy,  która nadal jest tylko jedna.

Bliskość dzięki chuście

Gdy motam małego szkraba czuję jej bliskość i ciepło. I to nie tylko fizyczne, ale i to emocjonalne. Noszenie i przytulanie daje mi tyle radości, że często zapominam o troskach dnia codziennego. Wtulone małe rączki działają niczym magiczna różdżka.

wycieczka matka z dzieckiem w chuście
Dzięki chuście mogę wygodnie spacerować z obiema córkami

Noszę, bo dziecko tak szybko dorasta. Wykorzystuje te chwilę maksymalnie jak się tylko da. Wiem, że to małe ciałko już niedługo nie będzie potrzebowało mnie tak bardzo. Zanim zauważę stanie na własne nogi i będzie biegać razem z siostrą, a ja z radością będę na nie patrzeć. A z rozmarzeniem będę wspominać te chwile bliskości jakie dała nam chusta.

Noszę, bo czucie twojego oddechu na piersiach to coś niesamowitego, nie potrafię tego opisać w słowach. Gdy czuje twoje malutkie paluszki gdy mnie dotykają, serce moje się raduje. Gdy bezpiecznie zasypiasz wtulana we mnie widzę i czuję tę bliskość między nami, bliskość której nic i nikt nam nigdy nie zabierze.

Noszenie w chuście to nowy wymiar spacerów

Noszę tam gdzie się da, w domu czy na spacerze. Teraz nie wyobrażam sobie spaceru z dwójką małych dzieci, strategicznie padłam na tym. Bo jak okiełznać rozbrykaną dwulatkę i niemowlaka w wózku?

A dzień bez spaceru jest dla nas dniem straconym, żadna pogoda nie jest dla nas straszna. Spacer musi być. Chusta stała się dla mnie wybawieniem i doskonałym rozwiązaniem. To dzięki chuście możemy razem poznawać świat i  spacerować w poszukiwaniu nowej krówki czy konika. Razem przemierzać kolejne kilometry spędzając razem czas.

Nie noś bo przyzwyczaisz. Naprawdę?

Kiwam głową i cieszę się, że mogę nosić przytulać i okazywać bliskość na każdy możliwy sposób. I takim oto sposobem, pokochałam chustonoszenie, a motanie małego szkraba nie jest już dla mnie abstrakcją. Chusto dziękuję, że pojawiłaś się w naszym życiu 🙂

Czuję, że to początek naszej wspólnej przygody z chustonoszeniem. Tak, będę nosić i przyzwyczajać do bliskości moje dziecko.

Categories: Różności